MIĘDZY DYMEM,

                                    A RZECZYWISTOŚCIĄ

Prezes, Gumiś, Góral, Czesiek, Młody, Dziadek, Wróbelek.

W całej Polsce jest ich może trzydziestu. Smolarze.

W znoju od wiosny do jesieni,

bez świąt, bez wolnych sobót i niedziel,

bez względu na pogodę, bez światła i bieżącej wody,

w spartańskich warunkach, 24 godziny na dobę

wypalają w stalowych retortach węgiel drzewny.

Tony węgla drzewnego.

Ciężka praca. Zniszczone ręce od ognia i drewna.

Wszechobecny duszący dym, który przysłania swym całunem otaczającą ich rzeczywistość.

A ta ich po cichu wyniszcza.

Przepisy unijne, konkurencja ze wschodu, brak surowca, ekologia od wielu lat,

skutecznie eliminują tę lokalną mikrospołeczność z krajobrazu Bieszczad i innych miejsc w Polsce.

Społeczność, która nieprzerwanie żyje

między dymem, a rzeczywistością.

Przetrwają, czy wkrótce staną się tylko historią?

Tak będzie wyglądała tablica witająca gości na wystawie pn. „Między dymem, a rzeczywistością„. Esencja tematu i zamysłu autora. Minimum słów, maksimum treści. Projekt „Między dymem, a rzeczywistością” jest drugą częścią większej całości zatytułowanej „Północ – Południe”. Pierwszą część „Wilgotne kalosze” miałem przyjemność zaprezentować Państwu w II numerze dwumiesięcznika ASF oraz na dwóch wystawach. Całość będzie można obejrzeć w 2016 roku w kilku galeriach w Polsce, między innymi, w galerii Muzeum Fotografii w Bydgoszczy.

Nad „smolarzami” pracowałem 3 lata, w Bieszczadach, w okolicy Wetliny, w miejscu, gdzie jeszcze funkcjonuje, chyba największy i jeden z ostatnich tradycyjnych wypałów węgla drzewnego w Polsce. Pierwsze zdjęcia wykonałem w październiku 2013 roku, ostatnie w czerwcu 2015. Prawie trzy lata „oswajania” tematu i ludzi. A ludzie są specyficzni i … fantastyczni. Mikrospołeczność rzadko dopuszczająca do siebie obcych, ale gdy już ich przyjmie, traktująca, jak najbliższą rodzinę. Ludzie z przeszłością i wielkimi historiami życia, które miałem możliwość i przyjemność wysłuchać. Ludzie z tradycjami („Dziadek” na wypałach spędził ponad prawie 40 lat). Ludzie z lasu.

Trzy lata poznawania smolarzy, których odwiedzałem kilkakrotnie, mieszkając i żyjąc z nimi na ich zasadach i w ich warunkach. Spałem, jadłem, piłem – nie tylko wodę, myłem się – w strumieniu lub … słoikiem. Jedzenie robiłem na ognisku lub kozie. Wieczorem światło tylko ze świec, lampy naftowej, latarki, ogniska lub … księżyca. Najbliższe zabudowania – 5 km. Wokół las. Pod podłogą dziki „oswojony” lis z młodymi. Niesamowite doświadczenia i historie, o których mógłbym opowiadać godzinami.

W efekcie końcowym, z zebranego materiału, po konsultacji z Tomaszem Tomaszewskim, powstał prezentowany reportaż. Mam nadzieję, że m.in. przez ukazanie warunków odpoczynku udało mi się pokazać trud pracy oraz skomplikowaną historię kolejnego, ginącego zawodu – smolarzy.

Realizując ten projekt, po raz kolejny, próbowałem sobie odpowiedzieć na podobne pytania, jak przy realizacji „Wilgotnych kaloszy”: Jak długo jeszcze będziemy ich widzieć w bieszczadzkim krajobrazie? Przetrwają, czy wkrótce będą już tylko historią?

Z urodzenia i serca – słupszczanin, z serca i zamieszkania – koszalinianin. Rocznik 1968, jak dobre Chateau Latour 1968. Z wykształcenia prawnik i pedagog, z zawodu… na pewno nie fotograf, nie stać mnie na to, aby utrzymać się z fotografii.

Fotografia to moja pasja. Jest dla mnie sposobem na życie, odskocznią od codzienności i rodzajem osobistej wypowiedzi oraz wewnętrznej autoterapii. Traktuję fotografię, jako narzędzie do wyrażania swoich myśli, uczuć i staram się to w najprostszy sposób przekazać ludziom, obcującym z moimi pracami. Staram się zmusić widza nie tylko do patrzenia, ale również do widzenie, myślenia, interpretowania, czy dopowiedzenia tego, co jest poza obrazem, a przede wszystkim zastanowienia i zadumy. Moje kierunki to krajobraz i reportaż, w tym reportaż artystyczny, esej fotograficzny.

Fascynuje mnie fotografia Sebastio Salgado, zarówno jego fotografie reportażowe, jak i krajobrazu, wszystkie wykonywane w technice czarno-białej – są moim elementarzem. Zawierają olbrzymi ładunek emocji. Gdy oglądam fotografie z cyklu „Sahel”, „Workers” czy „Genesis”, czuję dreszcze i chciałbym, by kiedykolwiek zdarzyło się, aby osoby oglądające moje fotografie doznały podobnego uczucia.

Moje spojrzenie na świat? Zauważać rzeczy na pozór zwykłe i niezauważalne, obok których większość przechodzi obojętnie wiele razy, nie widząc obrazu, zdarzenia, przedmiotu, problemu.

Kocham fotografię. Cartier – Bresson powiedział: „Pierwsze 10 tys. Twoich zdjęć jest najgorszych”, … a później, to już jakoś leci. Mnie już chyba jakoś leci.