7 ROMANSÓW MICHALINY OLSZAŃSKIEJ

Muzyka, literatura, obraz, poezja, taniec, fotografia, film – czyli moje 7 romansów.

***

   Choćbyśmy nie wiem jak się przeciwko temu wzbraniali, to, w jakim domu przyszliśmy na świat, kształtuje nasze późniejsze życie. Wytycza ścieżkę, z której potem możemy zboczyć, ale nie wolno nam zapominać, że pierwsze kroki stawialiśmy właśnie na niej. To, co pokażą nam rodzice, jest po prostu tym, z czym na samym początku kojarzy nam się życie, najważniejszą inspiracją dla naszych przyszłych sukcesów i pomyłek. Możemy się tego wyrzec, jak każdego dziedzictwa. Ale to jest, rośnie w nas i kwitnie sobie spokojnie, nadając koloryt wszystkiemu, co później robimy. Świat, w którym się urodziliśmy, na zawsze pozostanie naszym światem, nawet jeśli uciekniemy jak najdalej, jak to możliwe. Bo to, co pierwsze, zawsze jest najważniejsze.

    I tak dzieci szewców prawdopodobnie od maleńkości bawią się ścinkami skóry i narzędziami, dzieci kucharzy pieką ciasta wcześniej i lepiej niż ktokolwiek inny. Dla dzieci sportowców aktywność fizyczna jest tak naturalna, jak dla kociąt pierwsze zabawy w polowanie. A dzieci aktorów? Cóż, one rodzą się z przekonaniem, że mogą być kimkolwiek zechcą. Robić, co tylko przyjdzie im do głowy. Bo osobowości można mieć tyle, ile tylko pomysłów na nią. To daje ogromną wolność, ale też łatwo się pogubić. Bo gdzie jest granica między prawdziwym tobą, a postaciami, które kreujesz?

    Tym, co rodzice pokazali mi jako pierwsze, była sztuka. I nauczyli mnie, że dzielenie jej na dziedziny jest czystko umowne. Jeżeli już w kimś zakiełkowała tęsknota do sztuki, powinien poznać ją w każdej z jej postaci. Spojrzeć w oczy każdej z jej twarzy.

   Gabriel Dante Rossetti twierdził, że wszyscy malarze powinni pisać wiersze, a wszyscy poeci malować. Coś w tym jest. Oczywiście nie sposób być tak samo dobrym we wszystkim, bo sztuka to istota o wiele potężniejsza niż jakikolwiek artysta. Ale zawsze chodzi jej o to samo: o stworzenie świata, którego jeszcze przed chwilą nie było. My – pretendenci do miana artysty – pełni pasji, przewrażliwieni czeladnicy, musimy dowiedzieć się, w jaki sposób przydamy jej się najbardziej. A  żeby tak się stało, żeby jak najrzetelniej wykonać swoje zadanie, powinniśmy próbować. Z ogromną pokorą, ale bez strachu. Czas wskaże nam drogę, prędzej czy później jasno i klarownie. Czy dane nam będzie współtworzyć światy, pomagać im się wykluć, czy bardziej przydamy się obserwując z boku. Dając im nasz podziw i uwielbienie. Tego nie dowiemy się na początku drogi, o tym zadecyduje już sama sztuka. My musimy podejść do egzaminu. Długiego, żmudnego i bardzo nieokreślonego.

   To zrozumiałam już jako mała dziewczynka. Wiedziałam, że muszę szukać, żeby znaleźć swoje miejsce w orszaku sztuki (mniej więcej tak to sobie wtedy wyobrażałam). I tak zaczęło się moich 7 romansów.

Muzyka

 W wieku 7 lat rozpoczęłam naukę gry na szkrzypcach w ZPSM im. Karola Szymanowskiego w Warszawie, w klasie Macieja Przestrzelskiego. Zdobyłam kilka nagród na ogólnopolskich konkursach skrzypcowych oraz brałam udział w międzynarodowych kursach mistrzowskich instrumentów smyczkowych, m.in. w Łańcucie. Następnie zdałam do prestiżowej, nazywanej „szkołą talentów” Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Zenona Brzewskiego w Warszawie, tam ucząc się pod kierunkiem prof. Janusza Kucharskiego i prof. Marii Orzehowskiej. Mam na koncie kilka występów solistycznych z orkiestrami m.in. w Jeleniej Górze, Słupsku i Katowicach oraz najważniejszy w mojej karierze instrumentalnej występ w Filharmonii Berlińskiej z towarzyszeniem tamtejszej orkiestry. W 2011 r. zdałam jednocześnie na Uniwersytet Muzyczny im. Fryderyka Chopina w Warszawie i do Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie. Wybrałam tę drugą uczelnię, ostatecznie rezygnując z kariery muzyka klasycznego.

 Literatura.

    Pierwszą książkę pdt. „Dziecko Gwiazd. Atlantyda” napisałam w wieku 14 lat. W 2009 roku powieść ta została wydana przez wydawnictwo Albatros i trafiła na półki Empików. W 2011 z ramienia tego samego wydawnictwa ukazała się „Zaklęta”. Pierwsza powieść opowiada o ostatnim roku istnienia mitycznej wyspy Atlantydy, druga zaś, odbiegająca od gatunku fantasy, jest opartą na baśni o Roszpunce opowieścią o starej zielarce i znachorce, wychowującej samotnie dziewczynkę.

 Obraz

   Zawsze sama podkreślam, że nigdy nie wiązałam z rysunkiem planów zawodowych, natomiast do dziś jest to jedno z moich największych hobby. Szkicowanie pomaga mi w kreowaniu postaci filmowych i literackich, bo postać narysowana kumuluje wszystkie ważne cechy, które następnie trzeba przenieść na inną formę wyrazu.

 Poezja

   Wychowana na klasycznych musicalach, jako dziecko byłam przekonana, że każdy człowiek w ważnych momentach w życiu chodzi i śpiewa. Mając wykształcenie muzyczne, zaczęłam więc dość wcześnie komponować piosenki. Do „Dziecka Gwiazd. Atlantydy” dołączona była płyta z pieśnią napisaną, skomponowaną i zaśpiewaną przeze mnie. Gdy pytają mnie o ewentualne plany wydania albumu odpowiadam, że nie jestem jeszcze gotowa, ale zajmuje się pisaniem i tłumaczeniem piosenek dla innych wykonawców, m.in. Marcina Przybylskiego czy Karoliny Czarneckiej. W 2014 roku na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu aktorka Irena Melcer zdobyła pierwsze miejsce, wykonując m.in. piosenkę zespołu Tiger Lillies w moim tłumaczeniu. („Nie hajtaj się”)

 Taniec

   Jeszcze w liceum trenowałam dosyć intensywnie taniec brzucha, ale tak naprawdę to jedyna edukacja taneczna, jaką odebrałam. Los jednak chciał, że w trzech filmach dostałam rolę tancerki, przez co musiałam przejść bardzo intensywne kursy baletu klasycznego (pierwszy pod okiem Anny Hop, choreografki z Teatru Narodowego, drugi z tancerzami z Teatru Maryjskiego w Petersburgu) oraz współczesnego (pod opieką tancerzy z Teatru Rozrywki w Chorzowie), a także w ramach przygotowania do roli w musicalu Agnieszki Smoczyńskiej „Córki Dancingu” przeszłam kursy świadomości ciała u Kai Kołodziejczyk.

 Fotografia

    Zawsze podkreślam, że matką mojej kobiecości, a nawet po części aktorstwa jest Olga Stachwiuk, z którą zrobiłam wiele projektów fotograficznych w najważniejszym dla młodej dziewczyny czasie – czyli między 17 a 21 rokiem życia. Jeszcze zanim zaczęłam na poważnie myśleć o zdawaniu do Akademii Teatralnej, jako modelka Olgi nauczyłam się świadomości swojego wizerunku, ciała i energii. Zrozumiałam też, jakimi prawami rządzi się obraz, co okazało się bardzo pomocne w późniejszej pracy na planie filmowym. Nigdy nie wiązałam swojej przyszłości z modelingiem w żadnej jego odmianie, ale zdobyte doświadczenia były dla mnie przełomowe.

 Film

 Obecnie jestem na ostatnim roku Akademii Teatralnej w Warszawie, ale już będąc na roku II zaczęłam grać w filmach. Mam na koncie role w produkcjach zagranicznych – w Czechach i Rosji. Ostatnio w kinach zobaczyć można było musical-horror Agnieszki Smoczyńskiej „Córki Dancingu”, gdzie wcieliłam się w rolę syreny Złotej. Film już zdobył wiele nagród na zagranicznych festiwalach, m.in. na Festiwalu w Sundance, Porto i Sofii. Na polską premierę czeka „Ja, Olga Hepnarova” Tomasa Weinreba i Petera Kazdy, czeski film o ostatniej kobiecie, na której wykonano karę śmierci w byłej Czechosłowacji oraz rosyjska mega produkcja „Matylda” Alexeya Uchitela, o kochance ostatniego cara Rosji. W obu filmach zagrałam rolę tytułową. Oprócz tego mam na koncie wystąpienia w takich filmach, jak „Jack Strong”, „Miasto 44”, „Piąte: nie odchodź” czy czekające na premierę „Ojciec” Artura Urbańskiego i „Miłość w Mieście Ogrodów” Ingmara Villqista i Adama Sikory.

Tak oto przeżyłam moje 7 romansów. Każdy mnie ukształtował, każdy pomógł mi poznać samą siebie. Uważam, że młodość jest po to, żeby próbować, szukać swojej drogi. Albo inaczej – żeby dać tej drodze znaleźć nas. A jeśli chodzi o mnie to… Wierzę w poliamorię w sztuce.

Michalina Olszańska Cannes 2016

zdjęcia: MIPTV Markets opening nights, Cannes

WOJCIECH JACHYRA

autor sesji okładkowej z Michaliną Olszańską

***

O.S.:  Wojtku, jak zaczęła się Twoja przygoda z ASF?

W.J.: Przygoda z ASF zaczęła się w sposób niespodziewany, o magazynie i prowadzonym przez niego konkursie powiedział mi przyjaciel i zachęcił do tego, żebym spróbował swoich sił. Tak też zrobiłem. W piątej edycji konkursu jedno z moich zdjęć zostało wyróżnione aż w dwóch kategoriach: „Wybór internautów” oraz „Wybór Gościa”. Poza tym wysłałem swoje portfolio na adres redakcji i wyróżniono mnie w ten sposób, że zaproponowano mi wykonanie okładki do kolejnego numeru magazynu ASF. I tak to się zaczęło…

O.S.: W jakiej fotografii specjalizujesz się? Dlaczego właśnie ten rodzaj fotografii?

W.J.: Pracuję na rynku fotograficznym od 3 lat. Marzę o tym, żeby moje zdjęcia były publikowane przez największe magazyny mody na świecie jak Vogue, Harper’s Bazaar, L’Officiel. Dzięki fotografii mody chciałbym poruszać wiele tematów dotyczących życia i wydarzeń, które dzieją się w naszym kraju jak i na świecie. Chcę tworzyć sztukę obok której nikt nie przejdzie obojętnie, która będzie skłaniać do myślenia, analizy i dyskusji. Dlaczego ten rodzaj fotografii? Kocham piękne rzeczy, tę miłość wyniosłem z domu, gdzie moja mama i babcia zawsze dbały o to, żeby zewsząd otaczała mnie sztuka i przyroda. Piękne rzeczy i osoby chcę uwieczniać w swoich pracach, dlatego po zakończeniu pierwszych studiów postanowiłem poświęcić się tej dziedzinie fotografii.

O.S.:  Michalinę poznałeś na planie. Jak wspominasz Waszą współpracę?  

W.J.: Michalina urzekła mnie i skradła mi serce jak tylko Ją zobaczyłem, wiedziałem, że nasza współpraca na planie będzie przebiegać bez zarzutu i nie pomyliłem się

:)
Podobało mi się, że Michalina w pełni zaakceptowała pomysł sesji i wewnętrznie się z nim utożsamiła co jej, mnie i towarzyszącym jej modelom znacznie ułatwiło i uprzyjemniło pracę na planie. Życzę sobie więcej tak profesjonalnych współprac jak ta z Michaliną.

O.S.: Od początku do końca musiałeś stworzyć własną wizję sesji i okładki. Czy wszystko się udało zrealizować według założonej koncepcji?

W.J.: Założeniem od początku było to, żeby przedstawić Michalinę w sposób bardzo sensualny, i myślę że się to w stu procentach udało, ja jestem bardzo zadowolony z efektu końcowego. Główną inspiracją do powstania sesji była postać legendarnej markizy Luisy Casati, która fascynowała mnie od zawsze. Postanowiłem przedstawić Michalinę w sposób nawiązujący do osoby Luisy ale jednocześnie nie chciałem zatracać jej własnego charakteru.

O.S.:   Czy okładki są ważne w karierze fotografa?

W.J.: Myślę że każdy fotograf  mody marzy o tym, żeby zobaczyć swoje zdjęcie na okładce. To dowód na to, że jego ciężka praca została doceniona i nagrodzona w ten właśnie sposób. To też bardzo mobilizuje i napędza do dalszej pracy, żeby robić jeszcze więcej i z jeszcze lepszym efektem. Ja cieszę się ze swojej pierwszej okładki jak mały chłopiec, który dostał właśnie wymarzona zabawkę, to niesamowite uczucie, które zapamiętam do końca życia.

Wojciech Jachyra

Wojciech Jachyra

***

www.wojciechjachyra.com

***

Bohaterka okładki: Michalina Olszańska

Modele: Piotr, Alex, Marcin, Tomasz, Jędrek, Aleksander, Kamil / JMP Agency

Makijaż: Patrycja Marciniak

Fryzury: Damian Witkowski – Jaga Hupało / Born To Create

Stylizacje: Paulina Leszczyk

Projektanci: paprocki&brzozowski, ORSKA Biżuteria, Pradelle Biżuteria, Beata Jarmolowska, H&M by Night.

Postprodukcja: Paweł Drozdowski i Wojciech Jachyra

Koncept i fotografie: Wojciech Jachyra – www.wojciechjachyra.com

Specjalne podziękowania dla duetu projektantów paprocki&brzozowski (Marcina Paprocki i Mariusza Brzozowskiego) za pomoc i wsparcie w realizacji edytorialu oraz Pana Ryszarda Rawickiego za udostępnienie węża Balbina.

 

***

Realizacja filmu: Rafał Klimczyk

Pozostałe