MAREK WESOŁOWSKI

Marek Wesołowski

***

Fotografik, rocznik 68, mieszkaniec Dąbrowy Górniczej. Od 2-10r. członek Związku Polskich Artystów Fotografików Okręg Śląski, członek Śląskiego Towarzystwa Fotograficznego i Żorskiego Towarzystwa Fotograficznego „Kadr”. Realizuje fotografie z zakresu pejzażu, reportażu i portretu. Opieka artystyczna fotografika Józefa Ligęzy i współpraca z Krzysztofem Millerem – operatorem filmowym i fotografikiem – wpłynęły decydująco na postrzeganie przez niego człowieka jako wartości najwyższej. Właściciel firmy Virtual Studio.

***

Panie Marku Skąd się bierze monochromatyczna wrażliwość wizualna i potrzeba opowiadania w czerni i bieli?

 Mówiąc o fotografii monochromatycznej w wielu przypadkach mamy na myśli fotografię sprowadzoną do skali szarości, czyli czerni i bieli. Tymczasem zjawisko jest nieco bogatsze i nie ogranicza się wyłącznie do  tej „palety barw”. Mówiąc ogólnie monochromatyczny obraz to taki, który zostaje utrwalony przy  użyciu jednego koloru substancji barwiącej. Przy okazji wymienię  chociażby sepię, brązowawą emulsję van dyke’a, czasami rudą albuminę, którą uszlachetniano roztworami złota i dalej błękit pruski cyjanotypii oraz mój najbardziej ceniony ze wszystkich – obraz mokrego kolodionu, który od żółcio – brązów przechyla się w czernie i w biele, w zależności od kąta patrzenia i podłoża, na którym został wykonany. Choć tego ostatniego nigdy jeszcze osobiście nie wykonywałem –  uczestniczyłem tylko w warsztatach, patrząc jak powstaje, myślę, że jeszcze wszystko przede mną….

Wracając do pytania, odpowiem bardzo subiektywnie na przykładzie mojej wrażliwości na czarno biały obraz. Chciałbym przy okazji wspomnieć  mojego wujka z Przemyśla, który jako pierwszy pokazywał mi własnoręcznie przez siebie wykonane fotografie, odkrywając przy okazji  szczegóły techniczne. Choć wtedy nic  z tego nie rozumiałem, to jednak obrazy pozostały w pamięci i trwają do dziś w moim archiwum – są pamięcią  o rodzinie – wartością najwyższą.

Później, gdzieś po drodze natknąłem się na Ansela Adamsa, a raczej jego fotografie i całe bogactwo czerni – szarości – bieli – pełną gamę i Wielki Świat Natury w jego twórczości. Tak teraz sobie myślę, że to było decydujące w moim postrzeganiu Rzeczywistości, również i człowieka, przez czarno – biały filtr polaryzujący wszystkie niepotrzebne bełkoty rozintelektualizowanych barw i wskazujący na zasadnicze,  zauważone i przemyślane przez autora treści , które podane w taki sposób, są czytelne dla każdego odbiorcy.

Jakie tematy w Pana twórczości są stale poszukiwanymi wyspami na mapie podróży w czasie, a jakie są dzisiejszym odkryciem?

Do niedawna dominował  temat Natury i choć kontynuuję go konsekwentnie do dnia dzisiejszego (jedną z pierwszych, ważnych dla mnie wystaw indywidualnych, była wystawa „Drzewa”; również od 2003 r. dokumentuję subiektywnie pobliski Park Zielona w Dąbrowie Górniczej), to  w międzyczasie zainteresowały mnie również tematy związane z fotografią industrialną – zestaw Świątynie powstawał od 2003 r. Dominują w nim zdjęcia z cementowni „Grodziec” , cementowni „Saturn” w Wojkowicach, cementowni „Jaworzno”, kopalni „Paryż” w Dąbrowie Górniczej oraz kopalni „Sosnowiec” w Sosnowcu. W tych miejscach rozbrzmiewało  wyjątkowe dla mnie wówczas światło, muskając struktury zniszczonych ścian, ogołoconych żelazobetonów, budując grą światłocienia nową formę tych zniszczonych , opuszczonych na zawsze i nikomu już niepotrzebnych wnętrz. Pomyślałem sobie wówczas, że to świątynie, w których zamieszkały światło i cisza, i tak już pozostało. Do tego zestawu dołączyłem później kilka fotografii z upadku Kina „Bajka” w Dąbrowie Górniczej – „bo przecież to też Świątynia” – pomyślałem.

Długo natomiast nie mogłem się przekonać do fotografii portretowej, do fotografowania człowieka, aż do momentu spotkania z Józefem Ligęzą – fotografikiem, członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików, który tak naprawdę stał się moim pierwszym  nauczycielem i Mistrzem, zwracającym szczególną  uwagę właśnie na Człowieka. Od tego momentu rozpocząłem dialog – rozmowę z drugim człowiekiem i coraz śmielsze otwieranie się na niego bez bagażu lęków i zagrożeń. Tym samym człowiek staje się w mojej fotografii nowym odkryciem – tematem, który nie ma końca, podobnie jak życie – trwa.

Jak słusznie Pan zauważył, wiele naszych uczestników konkursu w kategorii Dokument prezentuje zdjęcia niezwiązane z tym rodzajem fotografii. Fotografia prasowa, reportaż, dokument, street foto, fotografia okolicznościowa – jak odnaleźć się w tym? Na jakie  pytania fotografowie muszą dać odpowiedź, żeby wiedzieć, że prezentują ten, a nie inny kierunek w fotografii?

Coraz częściej wśród ludzi pojawia się bezrefleksyjna postawa wobec życia – oprogramowanie roszczeniowe – mnie się wszystko należy i muszę to mieć.  Takie podejście wyklucza podstawowe wartości , jak empatię, współodczuwanie, szacunek dla odmiennych poglądów rozmówcy – patrzenia z innej perspektywy kulturowej czy religijnej . Wyklucza też postawę „być”, bo być to przecież nic innego jak współistnieć. Czy możemy mówić o fotografii humanistycznej z gatunku dokumentu, reportażu czy fotografii prasowej nie znając takich wartości? Nie mając ich w sobie? Raczej wątpliwe. Bo co można zrobić z brakiem? I czy można walczyć z ciemnością? Może lepiej wpuścić światło?

Czy sztuka selekcji swoich zdjęć przychodzi z czasem, z doświadczeniem? Co to udane zdjęcie? Czy są jakieś konkretne wskazówki by umieć to określić?

Definitywnie nie mam jednej recepty na udane zdjęcie, podobnie, jak nie wyobrażam sobie stworzenia zamkniętej w nawias definicji piękna. To bardzo subtelna materia podobna religii. Najważniejszym dla mnie jest akt szczerości i uczciwość wobec samego siebie, miejsc lub osób, z którymi obcuję, bądź je fotografuję. Często układ plam w obrazie wyobrażam sobie jako ładunki dźwięków w muzyce: ich brzmienia mogą swoją wibracją otworzyć dotychczas zamknięte drzwi pałacu albo uwięzić w mrocznej celi.

Co do selekcji – miewam chwile pewności, ale są też i takie, w których,  aby dokonać wyboru muszę poświęcić na to więcej czasu oraz zdobyć się na pewien emocjonalny dystans, pozwalający spojrzeć na problem z innej perspektywy.  Bo jak mówi mądre przysłowie – czas leczy rany.

W tym punkcie poproszę na przykładzie wybranego przez siebie zdjęcia opisać proces od zamiaru po realizację z technicznego punktu widzenia.

Pozostałe