• Ksenia Samsel - Kim jestem?

  • Ksenia Samsel - Kim jestem?

12

Kim Jestem?

 - To, o czym dziś chcę z Tobą porozmawiać wydaje się tematem tak tajemniczym, że nie wiem od czego zacząć i jak mam opisać to, czym się zajmujesz na co dzień – jesteś zaklinaczką koni? Couchem? Trenerem? Psychologiem? Zacznij, proszę, od momentu kiedy tak naprawdę to wszystko się zaczęło… Dlaczego konie?

- Żyjąc w codziennym pośpiechu cywilizacyjnym, załatwiając mnóstwo spraw często opieramy się na schematach, na codziennych procesach działania. Na co dzień rozmawiając z ludźmi nie budujemy w sobie empatii, załatwiamy to co mamy do załatwienia i biegniemy dalej. Rano pobudka, dzieci, dom, śniadanie, szkoła praca, cała masa rzeczy do zrobienia. Gnamy, gnamy aby zdążyć. Dochodzimy do perfekcji w konstruowaniu harmonogramów, zarządzaniu czasem swoim i innych. Cała masa urządzeń wspomagających nasze działania. Urządzeń coraz częściej inteligentnych, mobilnych. Mamy coraz lepsze samochody, coraz fajniejsze gadżety, coraz wygodniejsze życie. Albo tak nam się wydaje, bo jesteśmy tylko istotą żywą. Z jeszcze innymi potrzebami. Z uczuciami. Najtrudniej Olga jest nam zatrzymać się tu i teraz. Kiedy ostatnio wyłączyłaś wszystkie urządzenia, posłuchałaś swojego ciała rozejrzałaś się dookoła? Tak zatrzymując się w czasie? Zaraz pojedziesz do domu, będziesz kończyć obrabiać zdjęcia, umawiać następne sesje, będziesz planować następne projekty? Pogłaskasz szybko psy, dasz im jeść i wypuścisz na dwór. A wiesz gdzie jest największa siła? W nas samych. Ja to odkryłam dzięki koniom. To one mi pokazały jaka jest we mnie siła i energia. Zawsze byłam kobietą czynu. Pracowałam na 3 etaty, realizowałam cele, zadania. Byłam w tym świetna i bardzo się sprawdzałam w tej roli. Żyłam na skraju możliwości psycho-fizycznych, aż w wieku 29 lat miałam wylew. Dopiero w takich momentach zwykle zapala nam się światełko. Czy to co robimy, to na pewno jest do końca to o co nam chodzi? Jaki jest nasz cel? Tylko pieniądze? One dają nam duże poczucie bezpieczeństwa, ale czy naprawdę szczęście? Wpadamy w zakupoholizm, fajnie jest mieć masę butów na szpilkach, super biżuterię, zaczynamy to traktować jak kolekcjonerstwo. Kolekcjonujemy gadżety, ubrania, przedmioty i zaczynamy kolekcjonować ludzi. Ten mi jest potrzebny do kontaktów z tamtych, ta kobitka może nam załatwić dobry biznes z innym, ta koleżanka przypilnuje mi dzieciaka, itd. itd. Podchodząc w ten sposób do koni zupełnie, ale to zupełnie nic nam nie wyjdzie. Konie są tak prawdziwe jak lustro. One nam pokażą nasz stosunek do świata. Istoty te nie zabiegają o naszą uwagę jak psy. Są powiedziałabym w jakimś sensie autystyczne. One wcale nas nie potrzebują, ale i nie odrzucają. Jeśli chcesz wejść w ich świat to musisz zacząć rozmawiać z nimi w ich języku. Czyli energią, gestem. I nie jestem żadną zaklinaczką

:)

- Ta szkoła języków obcych dla ludzi jest bardzo obca, no bo i jak można się nauczyć „końskiej” mowy ? Dla większości wystarczy dać marchewkę, użyć bata i da się dogadać z tymi istotami. A tak poważnie czego konie uczą? Miałam tę niezwykłą możliwość obserwować Cię przy pracy – byłam świadkiem takiej konwersacji i …. nie usłyszałam ani dźwięku. Magia w czystej postaci! Opisz to, proszę – konie rozumiały każde Twoje spojrzenie, każdy mięsień na Twojej twarzy, ruch…

- O tym właśnie mówię. One czytają nas swoimi zmysłami. A mają je bardzo rozbudowane. Konie są roślinożercami, w naturze cały czas musiały być gotowe do ucieczki przed drapieżnikiem. Wyczuwały najmniejszy szelest, wiatr przynosi im zapachy. Świetnie widzą. Zawsze są czujne. My istoty głównie skoncentrowane na sobie, na swoich zadaniach gubimy się przy tych zwierzętach. Wchodząc w ich świat tłumimy wszystkie czynniki zewnętrzne, wchodzimy w relację tu i teraz. Konie uczą nas dozowania energii, nie lubią ludzi brutalnych, głośnych, skoncentrowanych na sobie. Tu nie wystarczy zagwizdać, aby koń do Ciebie przyszedł. Z pewnością nie przyjdzie

;-)

 A z batem i marchewką zatracają się Olu prawdziwe relacje. Bez tych atrybutów zdobywasz znacznie więcej. Masz możliwość poznania swojej siły lub obszarów swoich słabości. W kontaktach z ludźmi rzadko skupiamy się na nich samych. Myślimy głównie o wykonaniu danego zadania i osiągnięciu wyznaczonego celu. I na tym tracimy. Ostatnio pojawił się w sieci głośny filmik reklamowy o dziadku, który upozorował swoją śmierć, aby wreszcie spotkać się z dziećmi i wnukami przy świątecznym stole. Film jest bardzo wzruszający, bo dotyka naszego głębokiego wnętrza i uruchamia nasze pragnienie bliskości. My tak jak konie, jesteśmy zwierzętami stadnymi, źle nam jest w samotności. Mnie konie nauczyły dystansu do samej siebie, do swoich potrzeb. To nie znaczy, że zostałam mniszką i będę teraz kontemplować swoje odczucia. Dalej będę kupować buty (ale już te wygodniejsze), dalej będę jeździć samochodem i bawić się na imprezach. Jednak mam dużo mniej problemów komunikacyjnych z ludźmi. Staram się ich traktować tak jak ja bym chciała być traktowana. Czuję ich emocje i nastawienie. Szanuję ludzi i chyba to we mnie cenią najbardziej. Jestem wyrozumiała dla ludzkich słabości, bo konie mnie tego nauczyły.

- A teraz moje najważniejsze pytanie – kto (mam na myśli tu osoby i grupy) może skorzystać z twoich „tłumaczeń” z mowy koni i zachowań osób, kontaktujących się z nimi, na czym to polega? Założę się, że połowa ludzkości w ogóle nie wie, że istnieje coś takiego i że ma to nieukryty, lecz ogromny sens dla nich. Przekonajmy ich – niech też będą świadomi, że można tego doświadczyć.

- Ponad 30 lat temu w Stanach odkryto metodę uczenia ludzi poprzez ćwiczenia z końmi. W Europie od ponad 20 lat, a w Polsce od 10-ciu. HAE – HORSE ASSISTED EDUCATION to innowacyjna metoda uczenia się ludzi, w której uczestniczą konie, wspomagają rozwój kompetencji osobistych i zawodowych… brzmi jak ładna definicja procesu rozwojowego jakich wiele na rynku, ale w istocie kryje w sobie znacznie więcej … co ciekawe stawia więcej pytań niż daje odpowiedzi.

Najważniejsze pytanie, które zada Ci koń to … Kim jesteś? Koń nie jest zainteresowany twoim stanowiskiem w firmie, stanem majątkowym czy też tytułem naukowym. Z jego perspektywy to bez znaczenia jaki zawód wykonujesz i jakim jeździsz samochodem. Osobiście podoba mi się fakt, że z punktu widzenia konia, salowa ma takie same szanse na zbudowanie relacji, jak prezes korporacji. Skoro więc stanowisko, kariera czy stan posiadania nie decydują o tym, w jaki sposób koń będzie się do nas odnosił, to co o tym decyduje? I tu dochodzimy do sedna sprawy, „naszego trenera” interesuje wyłącznie to, jacy jesteśmy „naprawdę”. Jakie są nasze naturalne, niewyuczone reakcje na to co się wydarza, czy niesiemy w sobie ładunek negatywnych emocji, których należy się bać (przypominam, że koń to zwierzę uciekające), czy jesteśmy pewni siebie – asertywni, czy też niepewni, a więc agresywni albo manipulujemy. Konie są znakomitymi obserwatorami, już w pierwszym i najbardziej podstawowym ćwiczeniu, udzielają nam poprzez swoje zachowanie wartościowej informacji zwrotnej, kim jesteśmy w ich oczach i jak nas odbierają, a wierz mi rzadko się mylą. Przykładowo, podczas ćwiczenia mamy skłonić zwierzę do tego żeby poruszało się po okręgu w jedną stronę, a po kilku okrążeniach w drugą, po czym mamy podejść do konia, zapiąć sznur i skłonić konia, aby swobodnie poszedł za nami. Jeżeli jesteśmy agresywni, koń wyczuje naszą energię i emocje natychmiast, robi się niespokojny i robi wszystko, żeby uniknąć kontaktu z nami, włącznie z tym, że próbuje uciec z terenu przeznaczonego do ćwiczeń, ba! bywa, że nawet ucieka. Najczęściej „dominujący” uczestnik szkolenia opisuje konia jako krnąbrnego, agresywnego i nieułożonego – „ten koń nie jest przygotowany do ćwiczeń, nie słucha się“ Często towarzyszą ćwiczeniu, groźne pomrukiwania, krzyki, strzelania batem i cały repertuar pokazu siły i dominacji. Wyraźnie widać to na nagraniach wideo, już pierwszy krok agresywnego uczestnika powoduje natychmiastową reakcję konia, usztywnienie mięśni, niespokojny trucht, ruch uszami.

 Zachowaniu temu służy postawa „Ja wszystko dobrze robię tylko koń jest głupi i niewytrenowany, poza tym prowadzący coś słabo wyjaśnił. A może jednak nie? Może przyjedzie nam do głowy refleksja, że problem tkwi w nas?

Część uczestników jest niepewna siebie i „manipuluje” … swoimi emocjami i emocjami konia … „kici kici maleńki podejdź do mamusi …” zdrabniamy słowa, uśmiechamy się, chociaż wcale nie jest nam do śmiechu, często próbujemy przekupić konia. Jest jednak mały problem, konie nie bardzo dają się przekupić, zwłaszcza jeżeli nie mamy pod ręką cukru albo jabłka. Nie znając nas, spotykając się pierwszy raz w życiu z uczestnikiem warsztatu (takie jest założenie) nie mają do nas emocjonalnego stosunku (którego jak wcześniej mówiłam wcale nie potrzebują) więc nie oczekują od nas wybuchu emocji i wyrazów miłości, która podejrzliwie szybko się wykształciła. Konie to czują więc najczęściej ignorują uczestnika dochodząc do wniosku, że on sam nie wie czego chce. Dla uczestników zazwyczaj jest to bardzo frustrujące … „ja jestem taki miły, tak kocham zwierzątka, a on odwraca się tyłem i nie chce wykonać moich poleceń”. O ile w przypadku Dominatora delikatny ruch flagi powoduje natychmiastowy galop i ucieczkę, o tyle ten sam koń 5 min później, w towarzystwie „Manipulatora”, bez żadnej reakcji cierpliwie znosi machanie i łopotanie flagą tuż przed nosem, spokojnie przeżuwając trawę.

Ostatnia grupa uczestników warsztatów to osoby „asertywne” takie, które z szacunkiem odnoszą się do partnera interakcji (w tym wypadku Trenera-Konia) , szanują granice i autonomię zarówno własną jak i konia, ponadto mają świadomość celu ćwiczenia i są wystarczająco pewni siebie żeby przynajmniej spróbować. Ten moment bardzo lubię … uczestnik wchodzi do czworoboku i staje zaciekawiony, zadaniem, koniem i tym co się za chwilę stanie. Rozpoczyna się rozmowa…. Trener – Koń bacznie obserwuje uczestnika i interpretuje jego mowę ciała, głos, energię i kierunek spojrzenia … jeżeli wszystkie elementy są spójne, koń po prostu robi to, czego od niego oczekujemy. Delikatny ruch ręki i koń zmienia kierunek ruchu, bez oporu, dyskusji i problemów. Ten sam koń w ciągu kilku minut przeistacza się inteligentnego, chętnego do współpracy partnera. Szybko dochodzi downiosku, że jesteśmy jedyną osobą w gronie, które go otacza, która wie czego chce i jednocześnie rozumie język konia, a przynajmniej go słucha. Warto takiej osobie zaufać, gdyż w trudnej sytuacji można na nią liczyć i dogadać się z nią, to budzi poczucie bezpieczeństwa. Dlatego uczestnik może śmiało podejść do konia, który bez problemu sam za nim podąży, uznając człowieka za przewodnika ich małego stada. Zachowaniu temu służy postawa „Ja jestem gotowy do nauki i wykonuję ćwiczenie uważnie obserwując mojego partnera, odnoszę się do niego z szacunkiem, koń jest mądrym zwierzęciem i z pewnością jest dobrze przygotowany do warsztatu, jeżeli coś pójdzie nie tak, trzeba sytuację przeanalizować i wnieść stosowne zmiany”. Olga, czy to nie z ostatnią grupą ludzi przebywa nam się najlepiej? Ludźmi zrównoważonymi, dobrymi? Konie nauczyły mnie dawkowania energii, wiesz? Dla większości uczestników warsztatów to wyjątkowe doświadczenie o ogromnym ładunku emocjonalnym, jednak nie to jest największym benefitem pracy z koniem. Największą i często najtrudniejszą do zaakceptowania korzyścią z tego spotkania jest odpowiedź na pytanie „Kim jestem?“

Jeżeli pracujemy z ludźmi, zarządzamy zespołem, kierujemy pracą naszych współpracowników, często odpowiedź na to pytanie wyjaśnia efekty, które uzyskujemy w pracy biznesowej, wyniki finansowe, jakość obsługi, satysfakcja pracowników z pracy, umiejętność przyciągania do zespołu najbardziej utalentowanych i zaangażowanych pracowników. Jednak często też słyszymy: „ludziom nie chce się pracować”… „mamy problemy z komunikacją, mówię im co mają robić i nikt nie robi tego co powinien” itp. Być może jest to prawda … jednak zanim na 100% przyjmiemy takie tłumaczenie zachowań innych ludzi… spójrzcie w lustro czyli spotkajcie się z koniem i zadajcie mu pytanie „Kim jestem?“ Konie nie znają zależności służbowych, nie robią kariery, nie mają kredytów, nie boją się stracić pracy i mają w sobie PRAWDĘ wynikającą z ich natury … odpowiedzą Wam na to pytanie … tylko czy będziemy gotowi usłyszeć odpowiedź.

Ksenia Samsel

Ambasador Rozwoju, Certyfikowany Trener OPEN by HORSES na koncepcie Horse Assisted Education, 15 letnie doświadczenie jako manager w korporacji, zarządzała dużymi zespołami (250 – 300 osobowymi), prowadziła duże projekty informatyczne. Jej domeną jest zarządzanie ludźmi oraz budżetami. Wdrożyła wszystkie projekty, które otrzymała do realizacji.  Trener rozwoju osobistego. Ponadto jest sędzią, trenerem i zawodnikiem w dyscyplinie ujeżdżenia oraz  jazdy w damskim siodle, organizatorem dużych imprez sportowych. Jest właścicielem Klubu Jeździeckiego. Zawodowo zajmuje się coachingiem oraz zarządzaniem Certyfikowanym Ośrodkiem przez Polski Związek Jeździecki, prowadzi malowniczy pensjonat KJ Huzar pod Warszawą. Szkoleniowiec. Zajmuje się psychologią treningu koni. Prywatnie mama 3 córek, jej wielką pasją jest malarstwo, florystyka, nurkowanie i architektura wnętrz.

fot. Olga Stachwiuk