Aneta Kowalczyk & Kacper Lipinski/Kiali

(POLAND)

O.S.: Fotografami się nie rodzą, zostają nimi i to niektórzy. Każdy ma swoją własną historię o tak zwanym punkcie „zero”, kiedy to zwykłe spojrzenie zamienia się na spojrzenie przez obiektyw. Ten sam otwór, te same ustawienia, parametry, możliwości, a jednak każdy w tym magicznym wizjerze widzi zupełnie coś innego. Jeden makro, drugi nic, trzeci portret, czwarty… Aneto, Kacprze, czy pamiętacie swoje pierwsze zdjęcia? Te naprawdę pierwsze? Co to były za obrazki? W jakim celu były zrobione i jakie emocje temu towarzyszyły?

Aneta: Mój początek fotograficznej przygody zbiegł się razem z przeprowadzką do Szwecji w 2007 roku. Dokładnie kilka dni przed wyjazdem kupiłam swoją pierwszą lustrzankę – Canon 350D i przyznam szczerze, że był to zakup „na próbę”, nie wiedziałam bowiem, czy fotografia w tej roli mnie w ogóle wciągnie. Zaczęłam eksperymentować na sobie, robiąc autoportrety. Mój punkt „zero” można potraktować bardzo dosłownie, ponieważ faktycznie w tamtym momencie niewiele wiedziałam o robieniu zdjęć, nie wspominając już o jakiejkolwiek wiedzy technicznej, temat ten był dla mnie czystą abstrakcją. Pomału rozwijałam wiedzę i robiłam coraz to nowe autoportrety, eksperymentowałam z aparatem i można powiedzieć, że poznawaliśmy się nawzajem. Niedługo później uświadomiłam sobie, jakie to wspaniałe medium do przedstawiania swoich wizji… nie tylko tego co widzimy, ale przede wszystkim tego, co odczuwamy, odkrywając część siebie przed innymi. Moje pierwsze fotografie nie były tak technicznie dobre jak obecne, ponieważ tak jak wspominałam, uczyłam się wszystkiego krok po kroku, jednak na pewno miały w sobie pewien klimat, który wprowadzał ludzi w mój świat i który wielu osobom przypadł do gustu. Poddawałam moje pierwsze próby ocenie na portalach fotograficznych i wiele razy słyszałam, że innym podoba się moje spojrzenie. Niektórzy do dziś mówią, że moje pierwsze zdjęcia nadal pozostają ich ulubionymi. Gdy odezwał się do mnie włoski magazyn, który zapragnął kupić ode mnie jeden z moich autoportretów jako zdjęcie okładkowe do ich dodatku kulturalnego zrozumiałam, że jest mi to przeznaczone. Poczułam, że zaczynam kochać to, co robię i jestem w stanie dużo poświęcić, żeby rozwijać swoje umiejętności i móc nazwać się fotografem. Odkryłam, co właściwie chcę robić przez resztę życia. Kolejnym etapem były profesjonalne modelki z polskiej agencji, dzięki którym zaczęłam robić zdjęcia modowe. Moje fotografie nie tylko ewoluowały pod kątem poprawy ich jakości, dzięki posługiwaniu się bardziej świadomie wiedzą techniczną, ale również pod kątem tematyki. Teraz uwielbiamy wplatać akcent modowy w naszą artystyczną wizję. Kiedyś publikacja w magazynie była dla mnie szczytem marzeń, obecnie radością napawa mnie każda okazja pojawienia się naszego zdjęcia w galerii, czy na aukcjach fotograficznych, tak jak ostatnio, w Cannes czy Paryżu, gdzie mogliśmy pochwalić się naszą „zakonnicą”. Można powiedzieć, że punkt zero pojawia się w moim przypadku raz na jakiś czas, ponieważ za każdym razem kiedy zaczynam coś nowego, czy też kiedy gołym okiem widać, że klimat, czy tematyka moich fotografii ulega jakimś zmianom, kiedy ktoś mi mówi „wiesz, są inne niż kiedyś”, każdy taki moment traktuję jako punkt zero. Równocześnie bardzo mnie to cieszy, ponieważ nie lubię stać w miejscu i gdybym przez te wszystkie lata robiła cały czas podobne zdjęcia, to najprawdopodobniej to zajęcie już by mnie znudziło i podjęłabym się znowu czegoś zupełnie nowego.

Kacper: Dla mnie „czysty” punkt zero chyba nie istnieje…gdy staram się przypomnieć te naprawdę pierwsze momenty, to pojawiają mi się: punkt „minus jeden” i punkt zero, a każdy z nich jest związany jeszcze z analogową fotografią, która zresztą przez długi czas była dla mnie jedyną formą uprawiania tej dziedziny sztuki. Fotografia cyfrowa wkroczyła w moje życie dość późno, dopiero na moich drugich studiach na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu i to bardziej jako narzędzie do kreowania plakatu oraz grafiki, niż jako osobne medium, wtedy nadal byłem wierny analogowi. Ale żeby nie odbiegać od zadanego pytania…: punkt „minus jeden” było to kupienie pierwszej kliszy czarno-białej (a zarazem pierwszej kliszy w życiu) już nawet nie pamiętam jaki to był rodzaj filmu, ale na pewno kodak i chyba 100iso… pożyczyłem analogową „idiotkamerę”, z możliwością zoom i ruszyłem w miasto (Toruń). Fascynowało mnie wtedy światło i cień oraz jego gra na wszystkim wokoło …pamiętam, że zdjęcia robiłem w bardzo słoneczny dzień, w tym aparacie nie miałem żadnej kontroli nad przysłoną itp. pełny automat, ale efekt mnie bardzo zaskoczył i niektóre zdjęcia, o dziwo, nawet dzisiaj, po tylu latach, nadal mi się podobają. Pamiętam, że wyszły bardzo kontrastowe, mocne białe płaszczyzny, dwie z nich posłużyły mi później jako inspiracje do monochromatycznych akwareli…generalnie była to architektura. Podsumowując, punkt „-1” to była biel i czerń oraz kadr i światło…z pomocą automatu :), a działo się to jeszcze za czasów licealnych, chyba w III klasie. Natomiast punkt „zero”, to prezent od mojej matki, moja pierwsza lustrzanka Canon EOS 500N (jakoś koniec liceum tuż przed moimi pierwszymi studiami na Historii Sztuki), też doskonale pamiętam pierwszą kliszę i był to kolor, Fuji chyba 400iso, prezent zgrał się z podróżą do Szwecji, ale tak naprawdę pierwsze zdjęcia zrobiłem w Kopenhadze… aura była jesienno-zimowa…pamiętam, że po przeczytaniu instrukcji, najbardziej mnie fascynowała kwestia czasu naświetlania i wielokrotnej ekspozycji, pierwsze klisze to mnóstwo rozmytych, poruszonych zdjęć … pamiętam jedno, które do dziś mam gdzieś w teczce: była to ulica Kopenhagi…wyszedł mi zupełnie przez przypadek obraz Moneta, ale na kliszy, z mniejszą ilością punktów, bardziej rozmyty i pastelowy…, to był dla mnie sygnał, że ciekawe ujęcie to nie zawsze idealnie ostry i perfekcyjny kadr, to nie tylko umiejętności techniczne, ale również intuicja… zresztą nawet teraz nie uważam się za fana sprzętu i wszelkich nowinek, są to dla mnie środki do osiągnięcia celu i staram się poznawać je w takim stopniu, aby móc osiągnąć dokładnie to, czego oczekuję od ostatecznego obrazu…do dziś bardzo często działam intuicyjnie… Jeśli chodzi o emocje jakie się z tym wiązały to zawsze była to ekscytacja i podniecenie związane z oczekiwaniem … napięcie i skupienie, zanim naciśniesz „spust”, ostrożność w kadrowaniu… to jest piękne w analogowej fotografii, do dziś, gdy gdzieś jadę, lub robię projekt reportażowy, wolę działać analogiem, co nie zmienia faktu, że fotografia cyfrowa też mnie dawno temu uwiodła, ale to już inny punkt „zero”. Podsumowując moja fotografia miała przez bardzo długi czas charakter reportażowy, to właśnie uchwycenie wyjątkowego momentu na kliszy było moim głównym celem.

O.S.: Co to jest według Was WRAŻLIWOŚĆ ARTYSTYCZNA? Czy zawsze musi być styczność ze sztuką, żeby móc zacząć tworzyć i co składa się na bycie twórcą?

 A&K: Pytanie o wrażliwość artystyczną, to trochę pochodna odwiecznego pytania „Czym jest sztuka?”, wszystkie odpowiedzi są prawdziwe, a zarazem żadna z nich nie jest pełna i satysfakcjonująca. Dla nas w definicję wrażliwości artystycznej wpisuje się kilka pojęć, takich jak: umiejętność obserwacji rzeczywistości z wielu perspektyw; szukanie zależności między przedmiotami, sytuacjami, emocjami które nie zawsze są oczywiste i uwarunkowane społecznie; wiedza wizualna i chyba też historyczna znajomość kontekstów w jakie się wpisujemy tym, co robimy w odniesieniu do wcześniejszych twórców. Chęć odkrywania i poszukiwania… prawdę mówiąc, można chyba wymieniać składowe tego pojęcia bardzo długo. Co do drugiej części pytania… twórcą jest każdy, każda akcja, która prowadzi człowieka do tego, iż za jego sprawą powstaje jakaś nowa wartość, przedmiot itp. może nabierać statusu sztuki… zależy to chyba głównie od odbiorcy i siły ładunku emocjonalnego lub intelektualnego w danym tworze-dziele. Mimo, że sztuka tworzy pojęcia, które później sama obala, mające określić, czy też zdefiniować to, co nią jest, a co już nie mieści się w ramach tzw. sztuki „przez duże S”, to jednak jest to bardzo płynna granica i dyktowana subiektywnymi doświadczeniami odbiorców. Oczywiście każdy z nas intuicyjnie może tak naprawdę łatwo zdefiniować co jest dla niego jakąś formą sztuki, a co nie. W naszym przypadku nie lubimy nazywać się mianem artysty, chyba, że mówimy o jakimś ogólnie przyjętym kodzie określającym naszą przestrzeń zawodowca. Raczej twórca, poszukiwacz to dużo lepsze określenie. Nasze twórcze poszukiwania są po części podobne, nasze spojrzenie na tworzenie, chęć ciągłego rozwoju i robienia nowych projektów, nie tylko fotograficznych.

Kacper: Nie potrafię być wierny i oddany w pełni jednej formie sztuki. Dla mnie wszystkie jej przejawy rządzą się podobnymi prawami, zmienia się tylko, w zależności od dziedziny, jedynie zestaw narzędzi, którymi twórca się posługuje, pojawiają się inne ograniczenia, materiały itd. Przykładowo, gdy w fotografii, malarstwie czy rysunku byłem już na pewnym etapie i wykształcałem jakiś kształt swojego „rzemiosła”, przekazu-języka, w moim życiu pojawiła się zupełnie nowa forma wypowiedzi, jaką jest ruch – taniec – teatr. Wszystko zaczęło się mieszać i zmieniać, tańcząc myślałem kolorami i malarstwem, rysując myślałem o ruchu i doświadczeniach fizycznych na scenie itd., itp. Zajmowałem się wnętrzami, scenografią, kostiumami, nawet metaloplastyką, a temu wszystkiemu zawsze towarzyszyły sztuki walki, które też miały zawsze duży wpływ na inne formy mojej twórczości. To chyba jest najważniejsze, aby ciągle poszukiwać, to daje szerszą perspektywę i nadzieję na odkrycie jakiejś nowej wartości w którejś z tych dziedzin sztuki-twórczości. Nie potrafię i nie chcę się skupić na jednej dziedzinie. Fotografia przez długi czas była dla mnie bardzo osobistym elementem twórczości, który wplatałem w inne działania twórcze, bardzo długo nawet nie wpadło mi do głowy, by zabiegać o jej prezentację, konfrontację z szerszym odbiorcą, publikacje, wystawy itp. Sądzę, że sztuki wizualne stały się nagle miejscem bardzo prywatnym, gdy w moim życiu pojawił się taniec i teatr, tak naprawdę teraz zaczynam wracać do pewnej równowagi między tymi rodzajami aktywności. Powoli, to co wizualne, wychodzi z podziemia.

O.S.: Duet w sztuce jest niezwykłym doświadczeniem. Jak to wygląda w praktyce? Kto i za co odpowiada w takim procesie twórczym? Posiadając dwa artystyczne EGO, jak ze sobą współpracujecie, zachowując dobre relacje? Jak często pojawia się kompromis? Wspólny dorobek artystyczny jest arcydziełem sam w sobie.

A&K:  Okazję do wspólnego tworzenia traktujemy na pewno jako dodatkową zaletę w procesie tworzenia. Już od samego początku porozumiewanie się co do nowych projektów nie stanowiło to dla nas żadnego problemu, nie blokowaliśmy naszego indywidualnego spojrzenia na dany temat, wręcz przeciwnie, rozwijało to nas, każde z nas mogło dodać coś zupełnie nowego, a łącząc nasze pomysły razem często otrzymywaliśmy w pełni zadowalający efekt. Świetnie się dogadujemy i nie mamy problemu ze znalezieniem wspólnego pomysłu na zdjęcie. Czasami jedno z nas zaczyna myśl, a drugie kończy, zupełnie jakbyśmy czytali sobie w myślach. Ba, zdarza się, że znając temat, czy obiekt naszej sesji, czasami wpadamy na podobną wizję pokazania tego tematu. Chyba po prostu jesteśmy ze sobą połączeni jakimiś nadprzyrodzonymi siłami. Bardzo rzadko są sytuacje, że każde z nas chce zupełnie inaczej coś przedstawić na fotografii, wtedy nie ma problemu- realizujemy obie opcje. Zazwyczaj z obu efektów jesteśmy równie zadowoleni. Co do podziału ról, to mamy już pewien schemat według którego działamy i który pozwala nam na uniknięcie jakichkolwiek spięć w czasie sesji. Przed sesją ustalamy sobie dokładne wspólną wizję, jeśli w grę wchodzi scenografia, to również zastanawiamy się, które z elementów scenograficznych chcielibyśmy wykorzystać. Następnie myślimy nad oświetleniem, zazwyczaj jesteśmy bardzo spójni w tym temacie i kiedy jedno z nas jest zadowolone z efektu, to drugie również. Jeśli nie zapraszamy do sesji dodatkowej ekipy w postaci wizażystki czy fryzjera, to tutaj zaczyna się raczej improwizacja w trakcie sesji. Za makijaż i włosy odpowiada wtedy Aneta, za ustawienie scenografii i oświetlenia Kacper. Stylizacje często konsultujemy i ustalamy wspólnie. To bardzo zdrowy podział ról, nikt nikomu nie wchodzi w drogę i praca szybciej nam idzie. Czasami potrafimy się wzajemnie pozytywnie zaskoczyć ponieważ, mając wyznaczoną swoją rolę, każdy z nas ma pewną swobodę w tworzeniu i czasami efekty przekraczają nasze oczekiwania. Ponieważ jesteśmy bardzo zgodni co do większości kwestii dotyczących danej sesji, czy danego zdjęcia, to współpracuje nam się świetnie, razem się nakręcamy i ciągle inspirujemy. Równocześnie to okazja do odkrywania siebie nawzajem i dzielenia się częścią siebie. Kiedy nasze sesje są publikowane nie mamy sytuacji, że jedno drugiemu wypomina, jaki miał wkład w dane zdjęcie. Robimy zdjęcia na zmianę, ale później nie mówimy sobie „o to ja zrobiłem/am” tylko traktujemy je jako wspólne dzieło.

O.S.: Jaką widzicie przyszłość Fotografii? Czy nowe media nie sprowadzą nawet cyfrowy obraz do archiwalnych dziedzin Sztuki? Jaką rolę w społeczeństwie pełni dziś fotografia?

 A&K: Fotografia przyszłości to obiektyw łapiący kadr 360 stopni, hologram , soczewka wmontowana w oko , połączona z neuronami naszego mózgu, bezpośredni przekaz kadru do mózgu odbiorcy (hahaha), kto wie…, sądzimy, że nie istnieje coś takiego jak archiwalna forma sztuki, fotografia pozostanie tak jak przez tysiące lat żyje rzeźba, malarstwo, jedyne czego można się obawiać, to zanik umiejętności czysto rzemieślniczych, które mogą uniemożliwiać za jakiś czas tworzenie pewnych form danej dziedziny sztuki. Fotografia analogowa z całą pewnością nabiera elitarnego charakteru, staje się mniej dostępna dla przeciętnego kandydata, coraz trudniejsza do uprawiania, ale świat „sztuki” zawsze po zachłyśnięciu się nowością, często wraca do tradycyjnych koncepcji, do początku, aby z nowymi doświadczeniami pójść dalej. Jeśli chodzi o rolę społeczną, to cyfryzacja fotografii w połączeniu z mediami społecznościowymi, internetem, stworzyła nową przestrzeń pełną manipulacji oraz kreacji wizerunku-obrazu. Dziś sam akt robienia zdjęcia nie jest już niczym wyjątkowym, aby zostać uznanym za „dobrego” fotografa (cokolwiek to znaczy), nie wystarczy duża wiedza dotycząca obsługi sprzętu i narzędzi i być może wiele dawnych ikon fotografii dziś pozostała by niezauważona w tłumie. Tak naprawdę teraz zaczyna się najlepszy czas dla fotografii, ponieważ w tym natłoku obrazów, jakiego dostarcza praktycznie każdy człowiek, trzeba szukać drogi i pomysłu na to, aby przebić się ze swoim obrazem na tyle mocno, by grono odbiorców określiło to jako formę sztuki. Wyzwania rodzą nowe wynalazki i koncepcje i w takim momencie chyba znalazła się teraz każda dziedzina sztuki. Używając metafory: Amerykę już odkryliśmy, a teraz pora na fotograficzne podróże kosmiczne.

Fokus

O.S.: Poproszę, na przykładzie konkretnego zdjęcia o pokazanie drogi powstania docelowego obrazu. Od pomysłu do ujęcia finałowego.

 A&K: Proces powstawania zdjęcia, w każdym przypadku różni się pewnymi etapami. Są momenty, kiedy zdjęcia „rodzą” się bardzo spontanicznie, rozmawiamy o jakiejś idei, szukamy elementów, które pasują do koncepcji i zdjęcie w swojej finalnej formie powstaje w kilka godzin. Zdarzają się też projekty od początku do końca zaplanowane i przemyślane, gdzie każdy detal (scenograficzny, stylizacja, włosy itp.) jest przygotowany konkretnie pod daną koncepcję. Mamy też projekty, w których można powiedzieć, że zdjęcie powstaje miesiącami od strony koncepcyjnej, a cała seria rozciąga się na lata.

      Jako przykład wybraliśmy zdjęcie z sesji o klimacie inspirowanym estetyką steam – punkową. Ta estetyka, oraz idea tej fantastycznej rzeczywistości, gdzie zaawansowana technika oparta jest wyłącznie na parze, miksując się z estetyką wiktoriańską, zawsze nas fascynowała. Zależało nam jednak, aby uniknąć swego rodzaju kiczu , który często jest kojarzony z tą estetyką, odejść od spojrzenia „fantasy” i nadać temu tematowi znamion realizmu. Do tej sesji szykowaliśmy się przez dłuższy czas zbierając elementy, wykonując własnoręcznie pewne części stylizacji i scenografii, robiąc koncepcyjne szkice zdjęć, wysyłając inspiracje dla całej ekipy: stylistka, make-up, włosy. Powstała też pewna abstrakcyjna historia kobiety i mężczyzny, z niej wynikały kolejne ustawienia i zmiany scenografii, przykładowe zdjęcie jest efektem wcześniejszego, w którym główne elementy scenograficzne ,określające przestrzeń ,pozostały bez zmian. Jest to ta sama przestrzeń, ale w innym czasie i po jakiejś gwałtownej decyzji, wydarzeniu. Cała seria, którą można nazwać jednak sesją modową w pewnych aspektach, głównie ma opowiadać historię dwóch osób. Mocno pocięta, pokazująca różne momenty i sytuacje, opowieść otwarta dla odbiorcy. Chcieliśmy tutaj dać obrazy mogące pobudzić wyobraźnię…”napisanie” konkretnej opowieści pozostawiamy każdemu widzowi z osobna. Cała seria została opublikowana w magazynie Noi.se, w sesji brała udział modelka D’vision Zuzanna Kołodziejczyk oraz muzyk Hubert Jim Zieliński, czesała Magda Kowal/Międzynarodowe Studium Dziewulskich, malowała Ania Mrugalska/Międzynarodowe Studium Dziewulskich, a stylizowała Marta Tomczak.

Okładka ASF numer 2-2016
Pozostałe