• Abelard Giza

    Podwójne życie

ABELARD GIZA  –  ZAWZIĘTY PACYFISTA

- Abelardzie, nie ukrywam, że chciałam zrobić z Tobą materiał „Jak na wojnie”. Przygotowałam nawet ciąg skojarzeń na ten temat: prowokacja, akcja, rodzaj amunicji, taktyka, manewry, pociski, ranni, dotknięci, wybuchy  itd., a tu się okazuje, że jesteś…

- Pacyfistą, zawziętym (śmiech).

- Pierwszy raz na scenie zobaczyłam Cię w Cisiach. Tam oglądałam Ciebie na żywo. Powiedz, czy bluzganie jest niezbędnym elementem stand-upu?

- Oczywiście, że nie. Ale stand-up to przede wszystkim autentyzm. Jeśli ktoś używa przekleństw w życiu, może zrobić to też na scenie. Przekleństwa to takie same słowa, jak inne. Mają swoje znaczenia. Moim zdaniem słowa „kurwa” i „miłość” są tak samo nam potrzebne. Kiedy jesteś zła, albo wściekła i chcesz to pokazać, używasz słowa „kurwa”, a jeśli potrzebne ci jest wyzwolenie emocji, w której kogoś kochasz, to mówisz „kocham”. Myślę, że stygmatyzowanie przekleństw jest bzdurą.

- Dzięki Tobie wciągnęłam się w to szaleństwo, zwane stand-upem. Bardzo dziękuję – trafiona, zatopiona! Ale nadal uważam, że przekleństwa są raczej mocnym dodatkiem, dajmy na to jak pieprz, a nie daniem głównym.

- Absolutnie się z tym zgadzam.

- Zdajesz pewnie sobie sprawę z tego, że przez słowo klucz uruchamiasz w ludziach wypracowane przez media (przede wszystkim) docelowo zainwestowane reakcje. Zatrzymajmy się na chwilę na takich „ standardach”. Przeglądając twój profil na facebooku pod każdym postem znalazłam komentarz typu – Allah, agbar! Al Kaida, terrorysta, dżihad. W twoim przypadku działa to na poziomie wizualnym – zdaniem Polaków, tak wygląda wypracowany przez media terrorysta. Też jesteś w schemacie pewnego docelowego odbioru.

- Wiem. Już do tego przywykłem. Ale spokojnie, nie jestem terrorystą (śmiech), nie mam też żadnych korzeni arabskich. Część mojej rodziny jest z okolic Grudziądza, część z lubelskiego. Zlepek mojego nietypowego imienia (co w naszej rodzinie jest niemal tradycją – mama ma na imię Heloiza, brat Hugo, dziadek – Hugon), mojego wyglądu i nazwiska nie kończącego się na „-ski” powoduje, że w żartach wielu ludzi łączy mnie z Al-Kaidą.

- Poruszyłeś w swoim stand-upie temat niechęci do Rosjan. Mówiłeś, że kiedy mijasz na ulicy kogoś, kto mówi po rosyjsku to budzi w Tobie negatywne uczucia… Nie mam do ciebie żadnych pretensji, tak reaguje cały kraj. Ile razy zdarzyło mi się słyszeć po sesji: mam tak mieszane uczucia – kocham ,  ale sama/sam nie wiem czemu – nienawidzę ruskich!

- Kiedy mówię o tym ze sceny, zawsze dodaję, że to odczucie niechęci jest słabe. Nie znam tego konkretnego człowieka, może być fantastyczną osobą, ale przez ciąg skojarzeń i obrazów jakie mam w głowie, budzi się we mnie złość. To kompletna bzdura. Nie ma złych narodów. Są źli ludzie. Nie wszyscy Niemcy byli nazistami, nie wszyscy Polacy piją i kradną. Są Żydzi, którzy są mądrzy, ale są też idioci, są Rosjanie agresywni, ale są też bardzo pokojowo nastawieni. Nie wszyscy muzułmanie chcą wysadzać innych i nie wszyscy księża to pedofile. Uogólnienia i odpowiedzialność zbiorowa są złe. Poza tym, to co mówię na scenie, mówię przez pryzmat samego siebie. To co ty sobie z tego wyciągniesz i jak to odbierzesz, zależy bardzo mocno od twoich doświadczeń i przeżyć. Możesz zamknąć się od razu na hasło „że jak słyszę rosyjski to się wkurzam”, albo zaczekać do końca i dowiedzieć się, że uważam to za idiotyzm i próbuję z tym walczyć. Oczywiście masz prawo odebrać to co mówię jak chcesz i jak czujesz. Mam taki set w swoim poprzednim programie, w którym opowiadam o tym jak Bóg przyjmuje ateistę do nieba i mówi, że nie ma problemu, że w niego nie wierzył. Wystarczy, że tamten zrobi dobrze Jimmiemu Hendricksowi i będzie ok!  Po czym dodaje, widząc zszokowaną twarz ateisty: „Żartuję, przecież tu nie ma czarnych!”. Bardzo bawi mnie kontrast sytuacji, gdzie Bóg – który w założeniu jest dobrocią i miłością, okazuje się rasistą. To tak absurdalne, że aż śmieszne. Rozmawiałem ze swoim czarnoskórym kumplem i powiedział, że zupełnie go to nie obraża i że ma z tym luz. Oczywiście, zawsze obok są ludzie, którzy przejmują się za niego i wiedzą lepiej, czy powinien być zły czy nie. Są też tacy, do których taki żart dociera tylko na pierwszym poziomie, czyli tym, kiedy Bóg mówi, że nie ma czarnych w niebie. Byłem w miejscach w Polsce, w których widzowie z tego najbardziej się śmiali. Oni dostają tylko pierwszą warstwę i ja nie mogę za to odpowiadać. Jeśli ktoś mówi o czym jest dany żart, film, zdjęcie czy wiersz to oczywiście może powiedzieć tylko o swoich odczuciach, na bazie własnych przeżyć. Jako autor mogę chcieć przekazać jakiś antywojenny manifest, a widz i tak może uznać, że to podżeganie do nienawiści! Nie mogę chodzić za każdym i tłumaczyć co miałem na myśli. Nie pozostaje mi nic innego, jak mieć nadzieje, że będę odczytany tak jak zamierzałem. Niestety zamieszanie z moim monologiem o papieżu pokazuje, że czasem są one płonne.

- Nie znam tego monologu.

- To nie jest tekst warty afery, jaką wywołał. Powiedziałem w telewizji, między innymi, że papież jest zwykłym człowiekiem. Że pewnie czasem ma lenia, czasem doła, a czasem puści bąka. I rozpętało się jakieś piekło. TVP została ukarana grzywną za ten program, swoje stanowisko zajął Parlamentarny Zespół d/s Przeciwdziałania Ateizacji Polski (co to w ogóle jest za ekipa??), zostałem zaproszony do Wojewódzkiego, przez internet i media przelała się fala dość żenujących dyskusji – dla jednych byłem znienawidzonym masonem,  a dla drugich bohaterem, który chce zlikwidować kościół w Polsce. To, co się wydarzyło, pokazało w jak zaściankowym kraju żyjemy.

- Czyli jednak jak na wojnie?

- Tak. Było jak na wojnie. Ja uprawiam ten zawód głównie po to, żeby dawać ludziom śmiech i radość. Czasem rzucić coś, co wydaje mi się ważne. Nie zawsze musisz się z tym zgadzać. Chciałbym, żebyśmy tak, jak teraz, zaczęli jakąś rozmowę. Ty jesteś pro, ja jestem anty – gadajmy. Ale bez jadu. Bez nienawiści i zaślepienia. Szanując się nawzajem.

- Abi, podwójne życie. Znasz to trochę z autopsji?

- Kiedy robiłem kabaret, to wyglądało to tak – miałem pomysł i wychodziłem na scenę, grając mniej czy bardziej absurdalną scenkę, która zawsze w jakiś sposób była oderwana od tego kim jestem. Teraz mówię o sobie. O tym, że coś, co zauważyłem wokół siebie albo w mediach mnie wkurza albo intryguje. O tym jak wygląda moje życie. O swojej córce, o tym, że rozjechałem kota, o tym, że jestem wygodny i leniwy. O swoich słabościach i o tym czego się boję. I to wszystko próbuję przerobić na żart.

- Ktoś kiedyś powiedział, że  w żarcie jest tylko niewielka część żartu, bo resztę stanowi prawda.

- No, właśnie. Te emocje są prawdziwe, ale nie mogę wyjść na scenę i przez półtorej godziny opowiadać ludziom smutnych i kwaśnych historii, że np. dzieci w Bangladeszu szyją nasze ciuchy. Muszę do tego wszystkiego przemycić żart, co przy takich ciężkich tematach bywa bardzo trudne. Jeśli tego nie zrobię, ludzie wyjdą zdołowani i nigdy nie wrócą. Fajnie by było, gdyby moje występy stawały się jakąś bazą do refleksji, czy nawet do sporu, tak jak teraz – bardzo mi się to podoba, że u ciebie coś takiego się wzbudziło. Dzięki temu ja o czymś pomyślę i ty o czymś pomyślisz.

- Powiedz mi – kto to jest obserwator?

- Myślę, że to ktoś, kto stoi z boku.

- Outsider?

- Ktoś, kto ma dystans do tego co widzi. Potrafi spojrzeć obiektywnie na sytuację. Chociaż, obiektywizm, chyba raczej nie istnieje. Zawsze można się do czegoś przyczepić.

- Obserwatorem może być każdy?

- Teoretycznie.

- Obserwator patrzy czy widzi?

- Wszyscy mogą patrzeć, ale nie każdy widzi.

 – O tym jest ASF. Uczymy nie patrzeć, tylko dostrzegać. Widzieć, reagować na świat po przez obraz. Obraz jest takim samym narzędziem do manipulacji, jak polityka. To, jak zobaczysz świat czyimś oczami  jest cholernie ważne- pamiętasz zasadę – lepiej raz zobaczyć? Nie będzie powtórki – precyzja „twojego” widzenia jest na wagę złota.  Zanim cokolwiek sobie kupisz, konsumencie, zanim kogoś poznasz przez internet, zanim „kupisz news” ze świata, ktoś to musi tobie pokazać na zdjęciu, a więc fotografia wyprzedza o  krok, w obojętnie jakim kierunku. Widzisz – kupujesz, reagujesz, przyswajasz. Ty ze sceny sypiesz obrazami, które odtwarzasz w mózgach  słuchaczy. Te obrazy zostały już wcześniej „ zatwierdzone” przez odbiorcę, skoro zostały wchłonięte. To tak trochę, jak z wiedzą z jakiejś sekty, gdzie próbujesz pokazać mechanizm, misternie stworzony do takiego, a nie innego odbioru. Na tym jest zbudowana religia reklamy, PR-u i tak dalej, ale to wszystko są obrazki. Teraz wyobraź, że ty jesteś fotografem i masz zamówiony temat do pokazania, dajmy na to – sacrum, kościół. Jeśli chcesz sprzedać temat, jako pozytywny, piękny, boski, to szukasz czego? Odpowiednich dla tego pojęcia obrazków – boskości, niebiańskości, kosmiczne światło w świątyni…

- Tak, tak – wszystko wielkie, a ty mały…

- To też jest bardzo ważny manipulacyjny trick z wielkością, widzę, że kojarzysz temat :), ale teraz jesteś anty wyznaniowym fotografem i jak sprzedasz temat? Na przykład sfotografujesz mega otyłego biskupa, ledwo mieszczącego się w drzwiach świątyni, nieporadnego, ociekającego potem z wysiłku, pokonywania przeszkody ziemskiej, zwanej drzwiami. Jakie emocje przemycasz teraz? Właśnie…

- Na pewno jest tak, że to co ja zauważę, jako obserwator, przewalam przez siebie, tak jak Ty przez obiektyw. W stand-upie świetne jest to, że widzę tych ludzi. Mam z nimi kontakt. Że patrzę na nich, mówię do nich przeżywając i gestykulując. Założyłem ostatnio konto na Spotify i tam wrzuciłem swoje nagranie z występu w Koninie. W wersji audio. Bardzo fajny występ, ale to nie jest to! Czuję, że jest on uboższy, bo nie widać jak ja się zachowuję, jak się poruszam i jaką mam minę.

- Masz ogromną odpowiedzialność za naciskanie, uruchamianie impulsów do reakcji ze sceny. To właśnie próbuję powiedzieć. Dodajmy fakt, że jesteś atrakcyjną osobą, a to ma również ogromne znaczenie, składające się na Twoja wiarygodność. Dlaczego wymogiem zawsze była atrakcyjność prezenterów, artystów, kiedyś nauczycieli? Bo to są niezbędne elementy wizualne, które nadają takim osobom prawo do niepodważalności. Książki można pisać na ten temat. Wyobraź sobie, że Twoje teksty ze sceny mówi facet ze zgniłymi zębami, otyły, piskliwym głosem, z brodawką na nosie i zapadniętą szczęką- pojechałam:), ale nie mów, że to bez różnicy. Mając te wszystkie atuty od mamy i taty w prezencie, na prawdę świetnie to wykorzystujesz na scenie.

- Bardzo mi miło.

- Słownie kilka dni temu, moja znajoma opowiadała o bardzo modnych teraz błyskawicznych randkach. Pewnie widziałeś nie raz w kinie – dziesięciominutowa rozmowa przy stoliku i zmiana – stolika i rozmówcy. Więc słuchając tej opowieści o „ randce” poryczałam się ze śmiechu, dodam tylko, że znajoma jest znakomitą aktorką, więc stopień zobrazowania był tak realistycznie komiczny, że umarłam gdzieś w połowie tej historii (ze śmiechu, rzecz jasna). Pomyślałam wtedy, że to nie jest głupi pomysł na takie „randki” z moimi Gośćmi. Biorąc pod uwagę, że cała Polska jest po drugiej stronie tzw. „stolika” czy mogłabym Ci zadać pytania, które zdążyły by na takiej dziesięciominutowej „ randce” paść?

- Randka z 38 milionami osób? Bardzo proszę.

- Jak wołają na Ciebie, nie używając imienia?

- Bardzo różnie. Wszystko zależy od inwencji rozmówcy.

- Ile razy w ciągu dnia przeglądasz się w lustrze?

- Rano i wieczorem. I kiedy jadę windą. To jest jakiś dziwny odruch.

- Jakim rodzajem pojazdów jeździsz, a jakimi byś chciał?

- Wszystkimi, które pomagają dotrzeć do celu. Ale najbardziej marzy mi się teleport.

- Kiedy kończy się twoja cierpliwość?

- Szybko. Jestem straszny nerwus.

- Co ma piernik do wiatraka?

- A to już bardziej pytanie do Piernika.

- Czy lepiej zrobić i pożałować, czy nie zrobić i jeszcze bardziej pożałować?

- Zrobić i pożałować. Ale zawsze wiem to dopiero po tym, jak już bardzo żałuję, że nie zrobiłem.

- Twoja ulubiona bajka w dzieciństwie?

- Chyba było ich zbyt dużo.

- Słowo, które źle Ci się kojarzy?

- Głupota.

- Zawsze jesteś uśmiechnięty, gdy….

- Widzę swoją córkę.

- Czy masz tematy taboo?

- Nie.

- Co to jest przestrzeń osobista?

- Coś mojego.

- Smaki, których nie znosisz?

- Sztuczne słodkości. Nie znoszę. Zarówno takich smaków jak i zachowań.

- Czy są rzeczy, na/po których wymiękasz?

- Są. Muszą być albo zachwycające, albo dojmująco smutne. Wolę te pierwsze.

 – Czy awanturujesz się publicznie?

- Nie. Raczej gotuję się w środku.

- Czego o Tobie nikt nie wie?

- …

- Czy boisz się głębokości?

- Do głębokości i wysokości czuję szacunek. Wymiernie ukazują moc natury.

- Częściej mówisz Tak czy Nie?

- Nie.

- Gotujesz?

- Moja żona robi takie jedzenie, że nie mam czelności wychylać się z tymi swoimi pseudo-potrawami.

- Ulubione zwierzę?

- Leon. Mój żółw.

- Jesteś wrażliwy na zapachy?

- Lubię te ładne, nie lubię brzydkich – ale czy można to nazwać wrażliwością

:)

- Najbardziej szalona rzecz, jaką zrobiłeś , to ….

- Wziąłem udział w ostatnich wyborach.

- W dzieciństwie chciałeś być …

- Opowiadaczem historii.

- Grasz na instrumentach?

- Niestety.

- Chciałbyś zwiedzić …..

- Nowy Jork i Tokio.

- Czy umiesz zrobić sztuczne oddychanie?

- Teoretycznie. Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał praktykować.

- Czy masz fobie?

- Boję się agresji.

- W jakich językach mówisz?

- Po angielsku potrafię kupić bułkę i znaleźć posterunek policji.

- Umiesz zatańczyć w parze?

- Łączę trucht z kiwaniem w rytm muzyki.

- Co robisz, kiedy odpoczywasz?

- Gram w gry komputerowe. Ale nie pamiętam, kiedy robiłem to ostatnio.

- Lubisz happy endy?

- Lubię nieoczywiste zakończenia. Jeśli happy end nie jest mdły i przewidywalny to lubię.

- Bardzo dziękuję za rozmowę/randkę – nasz czas dobiega końca …

- Szkoda, było mi bardzo miło. Dziękuję.

Stylizacja: Roksana Szlaska. Podziękowania dla:  Skup Złomu Przy Czołgu za udostępnienie miejsca ,  Wiktorowi Wakuluk i Rajmundowi Lisieckiemu za pomoc w realizacji sesji.

fot. Olga Stachwiuk

Polecamy